Jak przeżyć egzamin adwokacki?

Jeszcze przed rozpoczęciem aplikacji adwokackiej, gdy pracowałam już w kancelarii prawnej, zaczęły dochodzić do mnie przeróżne historie dotyczące tego, jak bardzo wyczerpujący jest państwowy egzamin zawodowy. Wśród aplikantów zawsze krążyło wiele legend. Jak jest naprawdę? Czy egzamin adwokacki da się przeżyć?

Urlop naukowy

Większość osób podchodzących do egzaminu decyduje się na 1-3 miesięczny urlop naukowy. Dłuższe przerwy w pracy w celu przygotowania do egzaminu należą raczej do rzadkości. Często aplikanci nie mają zbyt wielkiego wyboru. Trzeba nastawić się na to, że w większości przypadków oferowany jest tylko 1 miesięczny płatny urlop. Jeżeli chce się go wydłużyć, trzeba wykorzystać urlop wypoczynkowy.

Są także sytuacje skrajne, gdy aplikantowi oferuje się zaledwie 2 tygodnie urlopu lub co prawda 1 miesiąc, ale rozdzielony na dwie równe części.

Kiedy zacząć naukę?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie jaki czas jest odpowiedni na przygotowanie się do egzaminu adwokackiego (i radcowskiego). Z doświadczenia zaryzykuję stwierdzenie (choć niektórym może się to nie spodobać), że 1 miesiąc na naukę to zdecydowanie za mało. Dlaczego?

Weźmy pod uwagę, że egzamin składa się z 5 części: bloku karnego, cywilnego, gospodarczego, administracyjnego oraz etyki zawodowej. Na każdą z tych części trzeba poświęcić trochę czasu – przeczytać teorię, a następnie przerobić kazusy małe, większe, a na koniec egzaminy z zeszłych lat.

Co prawda cały miesiąc nauki bez konieczności chodzenia do pracy brzmi kusząco, ale ostatecznie są to zaledwie 4 tygodnie. 4 tygodnie na 4 duże bloki oraz etykę zawodową (którą i tak trzeba przeczytać, żeby wiedzieć gdzie szukać przepisów).

Organizacja nauki – bonus dla subskrybentów

Jak szczegółowo wyglądała moja organizacja nauki do egzaminu adwokackiego? Ile przeznaczyłam czasu, jak rozdzieliłam poszczególne tygodnie i z czego korzystałam? Odpowiedzi na te pytania dostali dziś w newsletterze moi subskrybenci 🙂 Jeżeli także chcesz dostawać takie bonusy, zapisz się do newslettera wypełniając formularz po prawej stronie bloga.

Co zabrać ze sobą na egzamin?

Wszystko zależy oczywiście od osobistych preferencji. Przede wszystkim nie polecam brać zbyt dużo jedzenia. Stres i mała ilość czasu powodują, że raczej niezbyt często sięga się po coś konkretnego. Przydadzą się na pewno banany, kawa lub herbata w termosie, woda i przekąski typu wafelki, batony, czekolada (koniecznie trzeba mieć coś z cukrem!). Miałam ze sobą jeszcze kanapki, ale niestety nie przeszły mi przez gardło i nie miałam na nie w ogóle apetytu.

Bez względu na to co mówią inni warto mieć ze sobą po jednym komentarzu do każdego kodeksu, a ewentualnie dodatkowo także orzecznictwo. W moim przypadku to co zabrałam ze sobą bardzo mi się przydało i każdego dnia przy komputerze z dostępem do LEXa byłam zaledwie 2 razy (i to tylko po to, by znaleźć sobie coś dodatkowo, a nie szukać odpowiedzi na główne wątpliwości). Większość zarówno informacji, jak i materiału do uzasadnienia apelacji czy skargi do WSA, znalazłam w przyniesionych ze sobą komentarzach.

Polecam także zabrać ze sobą zatyczki do uszu. Ze zmęczenia nawet najmniejszy szelest może wytrącać z równowagi i utrudniać skupienie się.

Stres – czy da się tego uniknąć?

Nie da się ukryć, że egzamin zawodowy, tak adwokacki jak i radcowski, jest bardzo stresujący. Dla mnie najgorszym momentem było drukowanie pracy. Wtedy dopiero człowiek zdaje sobie sprawę, że nie ma odwrotu. Napisało się to, co się napisało i już się tego nie cofnie. To, co wychodzi właśnie z drukarki, zadecyduje o wszystkim (a przynajmniej o kolejnym roku naszego życia i kariery zawodowej). A przynajmniej tak się wtedy do tego podchodzi.

Paradoksalnie dla mnie najgorsze były ostatnie dni egzaminu. Egzamin z prawa karnego poszedł mi świetnie – apelację skończyłam pisać w 2 godziny (z 6). To spowodowało, że wyszłam zadowolona i praktycznie bez oznak zmęczenia.

Z uśmiechem na buzi szłam następnego dnia na egzamin z bloku cywilnego. Niestety, ziściły się najgorsze obawy z kilku ostatnich lat – to właśnie nasz rocznik miał przygotować apelację w postępowaniu nieprocesowym, a do tego jeszcze z zakresu prawa spadkowego! Byłam przerażona, ponieważ w prawie spadkowym miałam najmniejsze doświadczenie zawodowe. Ostatecznie wszystko poszło po mojej myśli, ale stres związany z zakresem egzaminu bardzo mnie wymęczył.

Kolejnego dnia szłam więc jak na skazanie. Mimo, że pracowałam wiele lat w prawie gospodarczym, i tak bałam się tego bloku egzaminu. Okazało się, że słusznie, bo również tutaj zostaliśmy zaskoczeni. Pierwszy raz na egzaminie adwokackim pojawiła się umowa nienazwana do zawarcia umowy nazwanej, która w dodatku nie została wskazana w żaden sposób w treści kazusu z nazwy. Chodziło oczywiście o umowę przedwstępną najmu lokalu. Do tej pory na egzaminach adwokackich (w przeciwieństwie do radcowskich) pojawiały się wyłącznie umowy nazwane z Kodeksu cywilnego, w dodatku wskazane z nazwy. Zmęczenie psychiczne było tak duże, że nie byłam pewna tego, co piszę, mimo że umowy najmu sporządzałam wielokrotnie.

Ostatni dzień to była kompletna rezygnacja z powodu zmęczenia. Wszyscy myśleli już tylko o tym, by to napisać, wyjść i zapomnieć. A czekało nas aż 8 godzin pracy i 2 egzaminy. Na szczęście tutaj nie było niespodzianek i każdy wyszedł z egzaminu z ogromną ulgą.

Podsumowanie i kilka rad

Podsumowując, egzamin adwokacki (i radcowski) jest przede wszystkim wyczerpujący fizycznie. Wiele godzin bez normalnego jedzenia i picia, 4 dni pod rząd, za biurkiem, na krześle, którego nie da się wsunąć pod stolik, bo jest zbyt szerokie, w mocnym skupieniu – to nie może przejść bez żadnego echa dla funkcjonowania organizmu. Zmęczenie fizyczne przekłada się na coraz większe zmęczenie psychiczne. Nawet niewielki na początku stres zaczyna robić się duży w sytuacji skrajnego zmęczenia.

Niemniej, nie lubiłam nigdy wszechobecnego straszenia egzaminem. Czytanie wypowiedzi takich jak „to jest największy koszmar” lub „wymazałam/łem to z pamięci i nigdy więcej nie chcę o tym myśleć” na pewno nie pomaga kandydatom na adwokatów czy radców prawnych.

Pamiętaj więc, że to są tylko 4 dni. Trudne dni, ale jest ich tylko kilka. Ten czas szybko zleci, a zanim się obejrzysz będziesz zdawać ostatnie części egzaminu i wracać do domu z ulgą. Nie będzie łatwo, ale to jest do przeżycia. Dasz sobie radę, bo czemu nie?

Za wszystkich przygotowujących się do przyszłorocznego egzaminu trzymam mocno kciuki! Jeżeli zrodzą się Wam jakieś pytania lub wątpliwości, to jak zawsze służę pomocą i czekam na Wasz kontakt 🙂

Może Ci się również spodobać:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze