Z życia aplikanta wzięte

Otrzymałam od Was sporo zapytań dotyczących tego, dlaczego wybrałam aplikację adwokacką i co zmieniło się w moim życiu od momentu, w którym ją rozpoczęłam. Wychodząc z założenia, że wielu z Was za pewne podzieliło już swoje życie na dwa etapy, tj. „przed egzaminem” i „po egzaminie”, doszłam do wniosku, że jest to dobry pomysł. Co więcej, przygotowanie pewnego rodzaju podsumowania ostatniego roku również i dla mnie może okazać się zbawieniem. Od czego więc mogłabym zacząć?

Wydaje mi się, że na wstępie słusznym jest zacytowanie Jima Ryuma, który powiedział, że „Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć. Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać„. Słowa te doskonale opisują stan, w którym przewlekle znajduje się najpierw student prawa, a następnie aplikant.

Motywacja

Do tej pory pamiętam ten moment, kiedy, będąc jeszcze w podstawówce, bawiąc się z innymi dziećmi, spojrzałam na moją mamę, która w tym samym momencie patrzyła się na mnie z zatroskaniem w oczach. Mimo, iż nie mogłam wtedy jeszcze znać przyczyny, obiecałam sobie, że nigdy nie sprawię jej zawodu i że sprawię, by zawsze była ze mnie dumna. Od tamtej pory starałam się być we wszystkim najlepsza, choć niekiedy takie podejście obracało się przeciwko mnie. Nadmiernie wręcz przykładałam się więc do nauki, byłam pilna i sumienna. Z tego też powodu z czasem zaczęłam zastanawiać się nad tym, kim chcę zostać w przyszłości.

Moja mama, wychowawczyni w placówce opiekuńczo-wychowawczej dla dziewcząt, zawsze była dla mnie wzorem do naśladowania. Uznałam, że, podobnie jak ona, chcę pomagać innym, walczyć o ich prawa i robić w moim mniemaniu „coś więcej”. W ten sposób, jakżeby inaczej, trafiłam na zawód prawnika. Chciałam przecież być najlepsza, więc jaka inna profesja mogła mi wpaść w oko? Fakt faktem, przed etapem w życiu zatytułowanym „prawnik”, był jeszcze etap w życiu o nazwie „lekarz”. Musiałam dosyć szybko wyperswadować sobie z głowy ten pierwszy plan, gdyż z fizyką od zawsze byłam na bakier, nie miałam żadnych podstaw z tego przedmiotu z powodu ciągłych braków kadrowych w szkołach, a w roku, w którym miałam podchodzić do matury, fizyka wciąż była przedmiotem obowiązkowym. Zostało więc prawo… Był to dla mnie tym bardziej kuszący wybór, gdyż w przyszłości mogłabym zajmować się tym, czym moja mama, tylko od strony prawnej, między innymi kwestiami dotyczącymi władzy rodzicielskiej. Większość przedmiotów podstawowych i rozszerzonych na maturze zdałam na około 80-90% i takim oto sposobem dostałam się za pierwszym razem na stacjonarne studia prawnicze w Warszawie.

Nauka na uniwersytecie w pewnym momencie ciągnęła się już jak flaki z olejem, ale ostatecznie obroniłam pracę dyplomową i przyszedł moment, aby obrać dalszą drogę kariery zawodowej. Na wstępie wyeliminowałam aplikację notarialną i komorniczą, gdyż nigdy nie widziałam siebie w tych zawodach i nie wpisywały się one w moją wizję pracy z ludźmi i dla ludzi. Następnie, zrezygnowałam z podejścia do egzaminu wstępnego na aplikację prokuratorską i sędziowską. Nie dlatego, że nie czułabym się dobrze w tej roli. Dla niektórych może się to wydawać błahym powodem, ale odbywanie aplikacji prokuratorskiej lub sędziowskiej wiązałoby się z przeprowadzką do innego miasta. Jestem osobą, która zapuszcza korzenie, nie lubi zmian, gdyż wiąże się to z utratą stabilizacji i kontroli. Nie mogłabym też wyprowadzić się z dala od bliskich mi osób, w szczególności od dziadków, z którymi się wychowałam.

Tym sposobem, do wyboru pozostały mi aplikacja adwokacka, radcowska i kuratorska. Zawód kuratora sądowego wydawał mi się równie ciekawy i obiecujący, co adwokata. Mogłabym dzięki temu jeszcze bardziej realizować swoje cele, pomagać rodzinom rozwiązywać ich przejściowe problemy. Czułam, że wykonywałabym ten zawód z niemałą pasją, w dodatku mając wsparcie mojej mamy, która kiedyś była kuratorem społecznym. Niemniej jednak, nabór na aplikację kuratorską prowadzony jest stosunkowo rzadko, gdyż dopiero wtedy, gdy zwolni się wakat w konkretnym sądzie. Niestety mnie nabór ominął. Mimo, iż pracę dyplomową miałam skończoną już w marcu, a w czerwcu był egzamin wstępny na aplikację kuratorską, to termin obrony pracy magisterskiej został mi wyznaczony dopiero na połowę lipca. Bez dyplomu ukończenia studiów wyższych nie mogłam podejść do egzaminu wstępnęgo, a i nie chciałam dłużej czekać z wyborem zawodu. Kolejny nabór na aplikację kuratorską mógł być bowiem dopiero za rok, dwa, a nawet więcej. Pozostało mi więc zacisnąć zęby i iść dalej.

Biorąc pod uwagę aplikację adwokacką i radcowską, nie zastanawiałam się nadto, którą z nich wybrać. Nie uważam, by sposób wykonywania obydwu tych zawodów się różnił, gdyż cel mają wspólny – udzielanie pomocy prawnej. W prawie o adwokaturze dodatkowo zapisane jest, iż adwokatura współdziała w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz w kształtowaniu i stosowaniu prawa. W ustawie o radcach prawnych zapisu takiego brak, jednakże trudno nie zgodzić się, iż również radcowie prawni działają w tymże celu.

Różnice w sposobie odbywania aplikacji adwokackiej i radcowskiej są niewielkie, acz dla niektórych mogą być one decydujące. Na aplikacji adwokackiej przerwa w zajęciach semestralnych trwa ponad dwa miesiące, na aplikacji radcowskiej – maksymalnie 6 tygodni. Zajęcia na aplikacji adwokackiej odbywają się po godzinach pracy, tj. od 16:30 do 19:00-19:45, co do zasady raz w tygodniu. Na aplikacji radcowskiej zajęcia są w większości przypadków od 8:30-11:30 do 14:00, a więc w godzinach pracy. Co więcej, aplikanci adwokaccy znacznie więcej czasu spędzają w danym sądzie i konkretnym wydziale na praktykach (miesiąc lub dwa tygodnie, po dwa razy w tygodniu), dzięki czemu mogą szczegółowiej zapoznać się ze sposobem działania danej jednostki, poznać strukturę organizacyjną, nawiązać kontakt z sędzią patronem, od którego wiele mogą się nauczyć. To samo dotyczy miesięcznych praktyk w prokuraturach (w wymiarze po dwa razy w tygodniu). W przypadku aplikantów radcowskich praktyki obejmują bodajże taką samą, albo nawet i większą, liczbę godzin, z tą jednak różnicą, że przyszli radcowie prawni odwiedzają każdy wydział sądów powszechnych maksymalnie 1 lub 2 razy. W mojej ocenie jest to zdecydowanie za krótki czas, aby poznać istotę funkcjonowania tych jednostek oraz zapoznać się z tym, jak wygląda procedura sądowa w ramach poszczególnych wydziałów. Zależy to oczywiście od tego, w jakie czynności zaangażuje nas sędzia-patron.

Nie są to duże różnice, dla niektórych mogą one być nieistotne. Tą najważniejszą jest to, że na chwilę obecną radca prawny może być zatrudniony na umowę o pracę, a adwokat nie ma takiej możliwości. Argumentowane jest to tym, że profesjonalny pełnomocnik musi być obiektywny i bezstronny. W sytuacji, gdyby był związany umową o pracę, pracodawca mógłby wywierać na nim presję, co z kolei prowadziłoby do tego, że pełnomocnik przestałby być osobą niezależną. Z tego względu radca prawny nie może być obrońcą w postępowaniu karnym, gdy pozostaje w stosunku pracy. Dla niektórych kandydatów na aplikantów to ta kwestia może okazać się decydująca.

Nawyk

Co się zmieniło w moim życiu od ostatniego roku? Przede wszystkim, konieczne było przeorganizowanie dotychczasowego planu dnia. W pierwszym semestrze zajęcia na aplikacji odbywały się zazwyczaj dwa razy w tygodniu. Na początku marca na aplikantów adwokackich czekało już pierwsze kolokwium, m.in. z obszernej Historii Adwokatury. Od marca pojawiły się również obowiązkowe praktyki w sądach w wymiarze dwa razy w tygodniu, trwające do końca maja, przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby zajęć do jednych zajęć w tygodniu. Daje to trzy dni w tygodniu tak naprawdę wyjęte z życiorysu. Wymiar praktyk zależał oczywiście od przydzielonego sędziego-patrona. Czasami konieczne jest uczestnictwo w całej wokandzie. Raz wyszłam z praktyk po godzinie 18:00, będąc na nich od godziny 9:00. Tyle trwała jedna rozprawa o usiłowanie zabójstwa. Nie mogę jednakże narzekać, gdyż zostałam przydzielona do posiadających wieloletnie doświadczenie Sędziów Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie, od których bardzo wiele się nauczyłam, a praktyki wspominam z uśmiechem po dziś dzień. Mimo to, wymiar obowiązków służbowych przecież nie uległ zmianie. Dodatkowo, od lipca aplikanci, zarówno adwokaccy, jak i radcowscy, uzyskali uprawnienia do samodzielnego reprezentowania klientów przed sądami. O zgrozo, przecież każdy aplikant zna ten ból, kiedy trzeba jechać na Czerniakowską na rozprawę i stać w korkach, gdy jeszcze tyle rzeczy zostało do zrobienia w biurze…

Tak więc początki były trudne, doba wydawała się być za krótka, a życie wydawało się trochę jakby na wariackich papierach. Ciągle w biegu, tysiąc myśli na minutę, stres związany z natłokiem obowiązków i tym, czy wyrobi się ze wszystkim na czas. Jeżeli do tego dochodzą jeszcze ważne zmiany w życiu prywatnym, takie jak ślub, narodziny dziecka, czy przeprowadzka, to naprawdę nie jest kolorowo. W moim przypadku, wyprowadzkę z domu rodzinnego zaplanowałam dopiero na okres przerwy wakacyjnej, kiedy nie musiałam już chodzić na praktyki i zajęcia na aplikacji, nie musiałam odrabiać prac domowych i się uczyć. Piękny to był czas, kiedy jedynym obowiązkiem przez trochę ponad dwa miesiące było wyłącznie chodzenie do pracy. Dzięki temu mogłam przeprowadzić się i zrobić remont oraz wdrożyć się w samodzielne życie.

Jednakże, nie wszystko w życiu da się zaplanować. I tak na przykład, w ferworze obowiązków, zajęć, praktyk, całego tego galimatiasu, musiałam jeszcze psychicznie poradzić sobie z chorobą babci, jej operacją, hospitalizacją i dochodzeniem do zdrowia, przy jednoczesnym niewyłączaniu się z życia zawodowego, gdyż nie mogłam sobie na to pozwolić. Funkcjonowałam na pełnych obrotach, co później odbiło się na moim zdrowiu fizycznym. Również teraz, mimo iż babcia doszła już do zdrowia, przynajmniej raz lub dwa razy w tygodniu po pracy przemierzam połowę Warszawy, aby się z nią, dziadkiem i mamą zobaczyć. Ich widok rekompensuje wszystko.

Każdy więc znajduje się w innej sytuacji, gdyż nie wszyscy żyjemy wyłącznie wykonywanym przez nas zawodem. Fakt, iż zawód prawnika, mającego status aplikanta, nie wymaga wyłącznie chodzenia do pracy, ale trzeba jeszcze wywiązywać się z obowiązków wynikających ze szkolenia aplikanckiego, trochę komplikuje sprawę. Niemniej jednak, wszystko można zorganizować tak, aby się udało, a przynajmniej w tej większej części.

Dlaczego zacytowałam na początku słowa Jima Ryuma? Gdy już przyzwyczai się do nowego trybu życia, a cały ten harmider wejdzie w nawyk, większość czynności będzie się wykonywać niejako automatycznie. Dzwoni budzik, szósta rano, wstajesz, idziesz po bułki, robisz śniadanie, pijesz kawę, pakujesz obiad, szykujesz się i idziesz do pracy, łapiesz akta i biegniesz na rozprawę, potem wracasz z powrotem do pracy, później na zajęcia, na których rozwiązujesz kazusy, zrobisz trochę notatek, odpowiadasz na pytania prowadzącego, a w międzyczasie kończysz pisać pozew, czy odpowiedź na apelację, w przerwie wykonasz kilka telefonów, wracając do domu zrobisz zakupy, ugotujesz obiad na następny dzień, trochę posprzątasz mieszkanie, obejrzysz ulubiony serial, czy poczytasz książkę, nagle jest już 1:00 w nocy i kładziesz się spać, ewentualnie (co w moim przypadku zdarza się zdecydowanie częściej) zaśniesz na siedząco przed telewizorem lub z książką na głowie. Następnego dnia powtarzasz to samo, zamieniając ewentualnie pracę na praktyki i siedzenie przed telewizorem lub książką na grę planszową, czy wyjście na miasto. Ważne są te wieczory. Istotne jest, by mieć chwilę dla siebie.

Wydaje się to życiem na wariackich papierach i trochę prawdy w tym jest. Jednakże, z czasem człowiek się do tego przyzwyczaja. Teraz, gdy trafiają mi się spokojniejsze dni, zwyczajnie się nudzę. Z kolei innym razem mam naprawdę dość i chciałabym poprosić o urlop od życia. Nie ma reguły, każdy dzień jest inny. Ostatnio, na przykład, po powrocie z praktyk, gdy wieczór zapowiadał się spokojnie, a ja wzięłam się w końcu za sprzątanie mieszkania, znalazłam w kuchni mysz! Niestety, jak się okazało, nasza nowa współlokatorka wcale nie chce sobie pójść, nazwaliśmy ją Lucyna i tak na prawdę nie mam zielonego pojęcia co z nią zrobić (przecież jej nie zabiję!). Także, tak jak już wspomniałam, każdy dzień jest inny.

Ja, na szczęście, mam to ogromne wsparcie w moim chłopaku, który pomoże mi ugotować obiad, zrobi pranie, czy wstanie skoro świt i pójdzie do piekarni po świeże bułki, zrobi śniadanie, kiedy ja nie mam siły zerwać się z łóżka i chciałabym jeszcze trochę poleżeć. Bez niego byłoby naprawdę trudno przetrwać „te gorsze dni”.

Ostatnio na praktykach Prokurator Rejonowy powiedział aplikantom bardzo przydatną rzecz, a mianowicie, że w jego zawodzie istotne jest, by znaleźć sposób na rozładowywanie negatywnych emocji, których na co dzień jest niemało. Bycie aplikantem również dostarcza sporo wrażeń. Jaki jest mój sposób? Wygadać się. Wracam do domu, chodzę po mieszkaniu w tę i we w tę, trochę poprzeklinam, opowiem o wszystkim tym, co doprowadziło mnie do szału i jest mi trochę lżej. W taki sposób rozładowuję negatywne emocje, które nagromadziły się w ciągu dnia. Czy zawsze to pomaga? Niestety nie. Mam nadzieję, że z czasem znajdę swój złoty środek. A Wy, jakie macie sposoby na rozładowywanie negatywnych emocji?

Może Ci się również spodobać:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze